[recenzja] Pupilla. Mateusz Dworek.

180e49dd6a_large

Kochanek – morderca zachwyci się jej ustami. (…) Rozpozna, że prawdziwym narzędziem wszystkich zbrodni Lulu były wargi.

Obsceniczne aluzje, zmysłowy taniec na pograniczu gwałtu i dobrowolnego oddania się starszemu kochankowi, młoda hetera rozwierająca łono przed schludnym, opiekuńczym i niewinnie zakochanym dorosłym kochankiem. Trudno w tej książce cokolwiek oceniać, poddać kryterium „normalności”, chociaż zdawałoby się, że momentami autorka sama się o to prosi. Nie da się Pupilli czytać jednowymiarowo, jedynie jako analizy zjawiska artystycznego, opisu zboczonych fantazji przekwitłych kochanków czy opowieści o niebezpiecznej fascynacji dzieckiem. Trudno szukać tutaj biało-czarnych ocen i lustrującego tonu. To nie żadna puszka Pandory, tylko rzetelnie i mozolnie przygotowana antologia fille fatale. Kim ona jest?

Tytułowa „pupilla” i związane z nią zjawisko fille fatalle w kinie, malarstwie, sztuce codziennego użytku „oznacza laleczkę, dziewczynkę, sierotę, a zarazem źrenicę, nazywaną tak z powodu maleńkiego obrazu dla nas samych, jaki dostrzegamy w oku osoby, na którą patrzymy. Pupa to po łacinie również poczwarka, czyli stadium rozwojowe owadów, które podlegają przeobrażeniu zupełnemu. W miękko brzmiącym słowie pupilla tkwi zatem zapowiedź radykalnej metamorfozy”. Figura dwudziestowiecznej, młodocianej kokietki, jakże bogato eksponowana w europejskim obrazie XX wieku, zyskała popularność dzięki Lolicie, bohaterce książki Vladimira Nabokova. Tamta, jak się okazuje dzięki książce Katarzyny Przyłuskiej-Urbanowicz, nie jest ani pierwsza, ani ostatnia. Co więcej, w historii zjawiska występowały bardziej wyraźne, bulwersujące i prowokujące opinię publiczną przykłady fille fatalle. Chociażby w popularnej młodzieżowej lekturze, czyli Alicji w krainie czarów Lewisa Carrolla.

Sutenerka, uliczna kurewka, zmysłowa uwodzicielka, zabójczyni, czarownica czy niewinne dziecko. Demon, Afrodyta albo uosobienie Apollina w żeńskiej skórze. Te wszystkie etykiety na przestrzeni wieków pojawiały się jako epitety lolitki. Były pretekstem do rozważań nad rozbujaną seksualnością, powodowały szereg kontrowersji i wreszcie – usprawiedliwiały chory popęd dorosłego mężczyzny w stosunku do dziecka. Dobór dzieł i autorów mniej lub bardziej powiązanych z tematem przewodnim może zaskakiwać. Występują Duch ziemi i Puszka Pandory Franka Wedekinda, które posłużyły za podstawę libretta opery Albana Berga; niepokojące malarstwo Balthusa, czyli Balthasara Kłossowskiego de Rola, brata znanego filozofa Pierre’a; skandalizujące powieści i opowiadania Vladimira Nabokova; kontrowersyjny film Nocny portier Liliany Cavani; malarstwo Jerzego Nowosielskiego. Pojawia się skrupulatna analiza Alicji w krainie czarów Lewisa Carrolla (autor był zresztą podejrzewany o bycie legendarnym mordercą Kubą Rozpruwaczem); są rozpalające, oniryczne wręcz obrazy Juliusa Leblanc Stewarta.

„Jaka jest zatem nimfetka? Przede wszystkim niedojrzała, lecz w jej ciele powinny być już dostrzegalne pierwsze symptomy pokwitania”. Później, pojawia się motyw jabłka, czyli „hieroglifu rozkoszy, świeżego i żywego talizmanu erotycznego”, który jako atrybut pojawia się wielokrotnie u klasyków malarstwa, literatury i filmu.

„Skoro zatem nimfetka jest niebezpieczna jak śmiercionośny automat, karabin maszynowy lub strzelający trucizną diaboliczny owad, czy w ogóle można ją okiełznać? Czy istnieje jakiś sposób, by nawiązać z nią niezagrażającą życiu relację?”

Mam tylko jedno „ale”. Szkoda, że autorka nie skupiła się bardziej na historiografii, na obecności fille fatale w historii sztuki, pomijając jednocześnie współczesny kontekst ciała, niekończącej się dyskusji na temat jego przedmiotowości i podmiotowości, chociażby w kontekście komercjalizacji i umasowienia kultury.


Mateusz Dworek

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress