[recenzja] Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne. Kate Brown.

plutopia_

Rozszczepienie jądra atomowego w 1938 roku otworzyło epokę fascynacji ludzkości atomem. Bardzo szybko do tej fascynacji dołączył strach przed skutkami oddziaływania broni jądrowej. Każdy wie o tragedii, jaka spotkała Hiroszimę i Nagasaki w 1945 roku, w Polsce wciąż silna jest pamięć o katastrofie w Czarnobylu. Kto jednak słyszał o amerykańskim Richland i radzieckim Oziorsku – miastach, w których mieszkańcy pracowali na rzecz powiększenia arsenałów nuklearnych dwóch światowych potęg? Ich historię przybliża Kate Brown na kartach książki Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy.

W Plutopii wydanej przez Wydawnictwo Czarne mocno odczujemy historyczne wykształcenie autorki – Kate Brown jest bowiem profesorką na Uniwersytecie w Maryland. Rzadko zdarza się, aby w skład reportażu wchodziło blisko 90 stron samych przypisów. W tym przypadku jednak rozbudowana warstwa faktograficzna pomoże odnaleźć się czytelnikowi w gąszczu wydarzeń związanych z dziejami produkcji plutonu w ówczesnych Stanach Zjednoczonych i ZSRR.

Podobno mieszkańcy Richland mówią, że jeżeli ktoś próbowałby przewiercić się w linii prostej z ich miasta na drugą stronę półkuli, z pewnością trafiłby do Oziorska. Rzeczywiście, przyglądając się historii tych dwóch kompleksów miast-fabryk, odgrywających ogromną rolę w wyścigu zbrojeń drugiej połowy XX w., zauważymy wiele podobieństw. Wzrost zainteresowania wojskowym wykorzystaniem plutonu na początku lat 40. przyczynił się do decyzji amerykańskiego rządu o stworzeniu tajnego zakładu zajmującego się otrzymywaniem tego pierwiastka. Na miejsce powstania kombinatu wybrano właśnie Richland w stanie Waszyngton. W ciągu paru lat pustkowia tego północno-wschodniego stanu stały się centrum plutonowego przemysłu Stanów Zjednoczonych. Wokół tajnych zakładów zbudowano zamknięte miasto, w którym zastosowano modelowe rozwiązania, powielane w późniejszych latach w innych częściach Ameryki. Miasto, które odwiedzający Ronald Reagan (jeszcze jako aktor) prezentował jako raj dla klasy średniej oraz miejsce, dzięki któremu rośnie atomowy arsenał Stanów.

Mniej więcej w tym samym czasie po drugiej stronie globu powstawał kombinat w Oziorsku. Ławrientij Beria, którego śmiało można uznać za ojca radzieckiego programu atomowego, polecił stworzenie takiego samego ośrodka – Kombinatu Chemicznego Majak w niedostępnych uralskich lasach. Zgodnie z regułami panującymi w ZSRR budowniczymi nowego zakładu zostali łagiernicy, więźniowie i żołnierze, kierowani tam tysiącami przez organa NKWD. Stworzenie tajnego kompleksu zupełnie od podstaw, bez użycia specjalistycznego sprzętu, okupiono setkami ofiar. Rosyjski przemysł atomowy opierał się głównie na tajemnicach wykradzionych Stanom Zjednoczonym, stąd m.in. podobieństwa obu ośrodków.

Zarówno Richland, jak i Oziorsk były miastami zamkniętymi. O ile w przypadku ZSRR ścisłe odgrodzenie mieszkańców od świata zewnętrznego było powszechną praktyką (zdania mieszkańców nie brano zwyczajnie pod uwagę), o tyle w kraju kreującym się na obrońcę demokracji takie zabiegi mogły być postrzegane jako ewenement. Na przestrzeni lat zmieniał się jednak stosunek mieszkańców do wszechobecnej kontroli, kilometrów zasieków, setek strażników i wszędobylskiej inwigilacji ze strony zarządzających ośrodkami: przestali się przeciwko nim buntować, domagając się wręcz zwiększenia środków przeznaczanych na ochronę obiektów. Powód był prosty – wraz z poprawieniem warunków życia w plutonowych miastach zarówno w Ameryce i ZSRR, pracownicy coraz bardziej nasiąkali poczuciem wyjątkowości, bezpieczeństwa oraz otrzymywali dostęp do przywilejów, niedostępnych dla reszty kraju – żyli w utopii. Mieszkańcy Richland, do których dotarła Brown, z rozrzewnieniem wspominają wygodę i luksusy zarezerwowane dotychczas tylko dla klasy wyższej. Pracujący na pierwszej linii atomowego frontu radzieccy towarzysze, wyjeżdżający z kombinatu Majak, nie mogli uwierzyć w puste sklepowe półki w innych regionach ZSRR. Dostęp do komfortu i wysokich płac miał osłodzić pracownikom niebezpieczeństwa związane z pracą w szkodliwych warunkach.

Zarówno władze amerykańskich agencji rządowych, a w późniejszym czasie korporacji odpowiedzialnych za nadzór nad Richland, jak i władze ZSRR, bardzo szybko zorientowały się w zagrożeniach, na jakie zostali wystawieni zatrudnieni w fabrykach plutonu. Pracownicy dosyć szybko również zaczęli zdawać sobie z tego sprawę, jednak za cenę udogodnień postanowili ignorować zagrożenia związane z wysoką radiacją. Kate Brown stawia odważną tezę – mieszkańcy Oziorska i Richland (modelowych miast, gdzie najszybciej docierały dobra luksusowe, zdobycze technologii), przehandlowali prawa obywatelskie, swobody polityczne oraz bezpieczeństwo na rzecz zabezpieczenia finansowego i konsumenckiego. W skrócie – jako pierwsi wybrali drogę, którą teraz kroczy wiele demokracji współczesnego świata.

Plutopia nie jest jednak tylko zapisem historii budowy idealnych, zamkniętych miast, których fabryki zaprzęgnięto do programu powiększania arsenału najbardziej destrukcyjnej broni, jaką wymyślił człowiek. Ten reportaż ukazuje czytelnikowi skalę problemów, jakie niesie ze sobą produkcja plutonu i powstałych w ten sposób odpadów radioaktywnych. Wydawać by się mogło, że zaniedbania, ukrywanie negatywnych wyników badań, gigantyczne skażenie środowiska były domeną ZSRR. Nic bardziej mylnego. Przytaczane przez Brown przykłady kłamstw i niedbalstwa, zarówno w Oziorsku jak i Richland, są jednocześnie przerażające jak i fascynujące. Radiacja i skażenie środowiska, nie tylko podczas awarii, ale i w czasie zwyczajnego przebywania w pozornie bezpiecznych miastach, spowodowały choroby i przedwczesną śmierć wielu tysięcy osób. Skala ludzkiej niekompetencji, ale i świadomych działań dążących do zatuszowania rozmiarów oddziaływania negatywnego promieniowania przytaczana w Plutopii, przeraża. Sprawny warsztat Brown pozwala prześledzić czytelnikowi najważniejsze wydarzenia i katastrofy towarzyszące produkcji plutonu.

Reportaż Kate Brown nie jest tylko opowieścią o losach miast-fabryk plutonu znajdujących się po dwóch stronach żelaznej kurtyny. To również opowieść, w której na mieszkańców Richland i Oziorska możemy patrzeć jak na prekursorów zmian zachodzących obecnie na świecie, gdzie społeczeństwa w imię zapewnienia podstawowych potrzeb jest w stanie wyrzec się demokracji. Autorka wykonała również tytaniczną pracę w celu przybliżenia życiorysów ludzi poświęcających życie i zdrowie na rzecz przybliżenia prawdy o szkodliwym wpływie produkcji plutonu na środowisko naturalne. Historia prac nad energią jądrową jest nie tylko pasjonująca, ale niesie ze sobą przestrogę przed bezkrytycznym podchodzeniem do dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą atom. Brown, biorąc na warsztat Oziorsk i Richland, daje nam wyraźny sygnał, że w dziedzinie badań nad tym źródłem „bezpiecznej” energii wiele musimy się jeszcze nauczy. W przeciwnym razie nadal będziemy świadkami powstawania plutopii, które z prawdziwą utopią będą miały niewiele wspólnego.

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne. Wołowiec 2016, Wyd. Czarne.

Mateusz Kalinowski

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress