[recenzja] Mikroelementy. Łukasz Suskiewicz.

Mikroelementy to referat z codzienności czterdziestolatka zapisanej jako pole toczącej się nieskończenie bitwy. Tylko o co ta walka?

Może o chwilę autonomii w rzeczywistości, w której wszystko musi do kogoś należeć, a każdy nasz ruch jest uzależniony od drugiego człowieka? Może to bezsensowne starcie z nieuchronną konsekwencją mijających lat? Z zegarem biologicznym, który nie działa w parze z dojrzałością emocjonalną? A może tylko nostalgia za oniryczną młodością i lęk przed odpowiedzialnością? A może to walka o zajęcie wygodnej pozycji, gdzieś między młodzieńczą beztroską, a posępną stabilnością?

Nie wiem, czy dobrze podpowiada mi intuicja, ale Mikroelementy są właśnie takim zapisem nieprzystosowania do oczekiwań większości czterdziestolatków, rozczarowania sytuacją życiową i toksyczną, głęboką frustracją tym, co się dotychczas wydarzyło. Większość bohaterów Suskiewicza to przede wszystkim nasi rówieśnicy, ci, wobec których jesteśmy nieustannie porównywani. I z nimi właśnie bohaterowie większości opowiadań mają największy problem.

Dwadzieścia jeden opowiadań Łukasza Suskiewicza to zbiór krótkich próz, kilkustronicowych opowiadań, które wydają się sumą doświadczeń samego autora (bohaterowie – czterdziestolatkowie, w opowiadaniach pojawia się Częstochowa – w niej też mieszka Suskiewicz). Krótkie, referencyjne, od gorzko-ironicznych po zabawne historie z wakacyjnych eskapad. Sprawozdania z życia seksualnego, domowych kłótni, fałszywych relacji między najbliższymi. Mnożą się sprawozdania z kroniki codziennych wzlotów i upadków. A wszystko i tak sprowadza się do rozczarowania byle jakim życiem „czterdziestki”.

Pierwsze jest opowiadanie o małżeństwie, które przeżywa głęboki kryzys. Mąż i żona są sobą wyraźnie zmęczeni, związek rozłazi im się w skrajnie różne strony. Mężczyzna, im starszy, tym bardziej przypomina niefrasobliwego dwudziestolatka. Żona, w skrócie, staje się coraz starsza,a co za tym idzie, sfrustrowana, rozczarowana partnerem i brakiem jego zainteresowania, zmęczona i coraz bardziej wulgarna. Przekleństwa zresztą towarzyszą bohaterom przez całą książkę. Nie wiem, czy to celowa afirmacja różnych postaw ludzi koło czterdziestki, ale na pewno jasny sygnał destrukcji komunikacji między ludźmi. Zdawkowe, wulgarne, roszczeniowe zdania – to właśnie z nich lepi się codzienny język, zwłaszcza jeśli chodzi o opisywany przez Suskiewicza model związku. A model ten trywializuje uczucia bliskich, ustawia hierarchię nakazów i zakazów nad prawdziwymi potrzebami. Wreszcie, demoluje związki międzyludzkie. To nie przypadek, że najbardziej „sobą” główny bohater czuje się w opowiadaniu Diabeł i meskalina, w którym spotyka kilku obcokrajowców i spędza z nimi mocno rozalkoholizowany wieczór. Zrywa z dotychczasowym kodeksem zachowania, z obowiązującym spisem tego co wolno, a czego nie wolno. Spontaniczność, życzliwość i serdeczność, wszystkie te emocje wydobywają się z niego w podobnym tempie, w jakim wlewa w siebie kolejne porcje alkoholu. Chwilowa iluzja wolności wydaje się nawet tak pociągająca, że warto dla niej pójść do łóżka z prostytutką. A może nie „pójść”, tylko uciec. Urwać się, zerwać, bać, zaryzykować. Skandalicznie upraszczam, ale zdaje się, że właśnie o te emocje chodzi Suskiewiczowi: to dosyć ważny wątek na tle wszystkich opowiadań: – to właśnie ta historia ma w sobie najwięcej eskapizmu. Wydaje się, że przez autora i narratora pożądanego jak nic innego.

Na okładce książki Dariusz Musier deklaruje, że „Mikroelementy napisane zostały w czasie środkowoeuropejskim, a wybrzmiewa w nich i europejski wschód, i trochę reszty świata”. Teza to o tyle śmiała,o ile nietrafna. Nikt tu nikogo nie obrabował z pamięci, nikomu nie reorganizuje się kawałka świata, jak choćby u klasyka tej narracji Milana Kundery. Nikt tu nie „myśli wschodem” podobnie do Andrzeja Stasiuka. Bohater Suskiewicza to raczej pokorny uczestnik procesów okcydentalizacji tego kawałka świata. I jak każdy w tej szerokości geograficznej, musi pogodzić się z nieuchronnością czasu, niż silić się na realizację własnego planu.


 

Mateusz Dworek

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress