[recenzja] Metro na Żerań. Adam Wiedemann.

W liczącym 43 wiersze tomiku poetyckim Adama Wiedemanna znalazło się chyba wszystko. Tematyka utworów powstałych między 1 maja 2014 a 1 sierpnia 2015 roku, co skrupulatnie odnotował poeta podając u dołu każdego tekstu datę i miejsce jego powstania, składa się na obszerny jeśli idzie o dobór i sposób realizacji tematów zbiór rozmaitości.

 

 

 

 

 

 

Jedną z istotnych i powracających w tym tomiku kwestii jest polskość rozumiana jako pewne fatum ciążące nad jednostką, nieprzerwany krąg ciągle rozdrapywanych ran przeszłości. Przeszłości dalszej i bliższej, na co wskazują choćby fragmenty wiersza Ulica Oberwańca:

vvvv

Czuję się winny katastrofy, w imieniu
zdrowej części społeczeństwa biorę
na siebie winy wszystkich ofiar, które
wsiąkają we mnie jak w skarpetkę.
Jest szaro, wchłaniam w siebie wilgoć
z powietrza, którego wina nie ulega
żadnemu przedawnieniu.

Poza przywoływaną wyżej katastrofą smoleńską (a do tej konkretnie katastrofy odnosi nas wspomniana w tym samym wierszu postać Anny Walentynowicz) w utworach pojawiają się nawiązania do Biblii, hymnu, powstania (najprawdopodobniej warszawskiego), a także, przykładowo, do piosenki Maryli Rodowicz:

Dlatego ucieczka od życia jest taka trudna, nie wystarczy/ wsiąść do pociągu byle jakiego, gdyż zawsze będzie to pociąg dokądś i raczej niewielkie/ jest prawdopodobieństwo, że się zderzy z drzewem.

Prócz tego czytamy o rondzie Ofiar i fragmencie „Mazurka Dąbrowskiego”: za twoim przewodem, który rozśmiesza podmiot liryczny pod prysznicem. Pojawia się też obraz zdesakralizowanego stwórcy, wykonującego akcje w swoim Boskim stylu, który do płci pięknej żywi stosunek, delikatnie mówiąc, lekceważący:

vvv

Gdy patrzę na ciebie,
widzę jedynie sumę swoich potrzeb,
które wypełniasz, jeśli wypełniasz,                                                                                                                                                                              A jeśli nie wypełniasz, jesteś tylko żebrem,
które proszę, by mi odjęto. Bóg wykona
tę akcję w swoim Boskim stylu,
mówiąc: To żebro, którym cię obdarzam,
nie może zostać odjęte ani przemielone
w kobietę, gdyż kobiet mamy pod dostatkiem.
Wolisz ciemną czy smagłą? Może białą?

 

 

Innym kręgiem tematów czy pomysłów na wiersze są utwory mające charakter autobiograficzny, będące nierzadko humorystycznymi kadrami z życia twórcy, jak w utworze Śledź repertuar, w którym zabawnie przedstawione jest przygotowywanie się poety do wystąpienia na „konferencji Bethoveenowskiej zorganizowanej przez Grzegorza Jankowicza w Krakowie”. Oparty na podobnej zasadzie, anegdoty, jest również wiersz Spalony dowcip, w którym to:

mmm

po koncercie Szczepana
oglądamy z Dawidkiem
zdjęcia powstańców i powitanek
wystawione przed Łazienkami
Staramy się domyślić,
kto był kiedyś fajny,
kto ładny, a kto był zarozumiałym bufonem.
Podchodzi do nas dresiarz
i mówi: Fajne laski, panowie,
to idźcie sobie oglądać
na dyskotece.

Wśród innych liryków (zarówno pośród zwrotek, jak i tytułów) rozsiane są nazwiska lub imiona współczesnych twórców (wspomnieni zostają choćby: Irena Laskowska, Ewa Sonnenberg, Grzegorz Strumyk czy Tomaž Šalamun). Wpływa to na silne zakorzenienie części utworów pochodzących z tego tomiku w kontekście aktualnych wydarzeń literackich.

Trop informujący nas o skoncentrowaniu się poety na teraźniejszości z pewnością okaże się przydatny przy interpretacji części z utworów składających się na Metro na Żerań, choć jednocześnie jest to trop, na którym nie można poprzestać, z tego względu, że ta wyraźnie sygnalizowana chwilami współczesność nie decyduje o wydźwięku całości. A wszystko to za sprawą sposobu, w jaki Wiedemann rozprawia się z podjętymi tematami. Niezależnie od tego, czy utwór dotyczy polskiej mentalności, opisu przeżyć podmiotu lirycznego w związku z jego pięćdziesiątymi urodzinami czy nocy („która nigdy nie jest wszędzie, choć można też/ stwierdzić, że panuje zawsze jak msza, jak mecz piłkarski, jak obiad i jak Hamlet”) autor nierzadko przy wykorzystaniu poetyki absurdów i paradoksów czyni z tych różnorodnych tematów kampowe remixy (stylów, źródeł, skojarzeń) nie pozbawione niekiedy filozoficznego wydźwięku. Przykładem wykorzystania tematu i stylistyki z zupełnie odmiennych rejestrów może być choćby Lament Ariadny:

mmm

Jeszcze nam tylko brakowało Tezeusza
w naszym Labiryncie. Wyłożyliśmy mu
chodnik aksamitem, ale i tak nie trafił.
Co za palant! Oddałam mu się z niechęcią,
gdyż byłam zakontraktowana jako córka.
Wolałbym przez całe życie słuchać płyt
z wytwórni Naxos niż czepiać się jego
chitonu, pod którym wisiał niezręczny
szczegół. Ale co sprawia, że niektórzy
ludzie są tak okropni, nieatrakcyjni? Przecież
na każdym z nich spoczęła ręka Stwórcy?

Można by szukać w wierszach Wiedemanna skoncentrowanych z jednej strony na tym, co regularne i codzienne, z drugiej na tym, co z różnych powodów odmienne, patetyczne, niskie lub odbite w krzywym zwierciadle inspiracji spod znaku Gombrowicza czy Białoszewskiego. Z drugiej strony, trzeba jasno powiedzieć, że zwłaszcza w wypadku tego tomiku czytelnik ani przez chwilę nie może poczuć się zbyt pewnie, a przeczuwana przez niego inspiracja może okazać się tylko kolejną pozą autora, chwilowym popisem jego stylizacyjnych umiejętności. Szczególnie wyraźnie zabiegi te widoczne są w wierszu Głowa, będącym opisem dialogu między tytułową głową, a resztą ciała:

mmm

Nie mam dziś głowy do rozumu. Jutro
będę miał głowę, ale stracę rozum?
Co robić z taką głową, co wyrasta
z ciała jak jakaś narośl? Jest niedziela
życie toczy się niepotrzebnie, ciało
czepia się głowy, czegoś od niej chce,
głowa wydaje ciału polecenia, mówi mu:
zrób to, będziesz mniej cierpiało. Ciało
cierpi, gdyż jest, odbyło dziś długą
drogę z trzewi Pragi do ciężkich metop
Żoliborza, jest tak marne, że głowa
patrzy na nie ze wstrętem, jakieś inne
ciało przydałoby się głowie, tymczasem
musi myśleć ze wstrętem o tym, które ma.(…)

Czytając Metro na Żerań można ulec wrażeniu, że autor tomiku umiejętnie wykorzystuje jedno z banalnych, ale jakże istotnych spostrzeżeń dotyczących rozmaitości i wielowątkowości każdego bycia, a zwłaszcza bycia w postmodernistycznym wydaniu. Jedno życie współtworzy przecież: i patos i codzienność, i ironia i szczery śmiech, i smutek i zgrywa, i niepokój i radość. Na wspólną zaś rzeczywistość, czemu nie da się zaprzeczyć, składają się: piosenki Maryli Rodowicz i utwory Prokofiewa. W jednym i tym samym umyśle może pobrzmiewać: lament mitologicznej Ariadny i potoczna wypowiedź o stylistyce rodem z niewyszukanych komentarzy portali społecznościowych, którą w swoich utworach chwilami zdaje się naśladować Wiedemann.

Po lekturze temiku „Metro na Żerań” można się przekonać, że wszystko co nas otacza (w jakiejś mierze) nas formuje, choćbyśmy zarzekali się, że jesteśmy w stanie zhierarchizować wielość narracji w naszym umyśle. Jesteśmy tu, a nie gdzieś indziej, ściśle otoczeni przez polskość. I właśnie dlatego możemy jedynie marzyć o nieskażonym, idealnym języku takim jak ten z wiersza Fragment:

mmm

gdyby tak istniał język całkowicie abstrakcyjny i nie związany z niczym,
nie naśladujący niczego, a zwłaszcza łaciny, niepodobny do pisku myszy
i chrumkania świni (…) gdyby się nie odmieniał i nie zmieniał, gdyby nie musiał być
ani trochę zrozumiały, gdyby go żadne szkoły nie uczyły, ani też matki
z dziećmi by nim nie paplały, gdyby się dało ukryć go przed dziennikarzami
i księżmi, gdyby nie dało się nim zranić ani w nim marzyć (…) gdyby był nie do wymazania.

mmm


 

Marta Wróblewska

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress