[recenzja] Drobna zmiana. Marcin Świetlicki.

5a22d317-6a31-4073-8554-6cc759abddb5

Zapytałam Świetlickiego, z czego się nie robi poezji. Stwierdził, że musi się zastanowić. I to żadna metafora, tak było, kilka dni po premierze nowego tomu. Zanim odpowie, czytam Drobną zmianę i sprawdzam, z czego poezję tym razem się robi.

Z prozy. Tekściki to niewielkie, a przygniatają celnością, świeżością, rytmem. Słowa rymują się z rzadka, myśli – co krok. Są zwarte, gęste, a przy tym linearne – formalnie i czasowo (powstawały przez pół roku, po kolei, może z niewielkimi przesunięciami). Można by rozpisać je na wersy – „Ale sytuacja. Oraz środowisko. Oraz sumienie. Nie zezwalają” [s. 101]. Coś się zmieniło w tkance świata, choć zmiana to drobna (i o wiele lepsza niż tylko Dobra). Jest co prawda bardziej prozaicznie, ale i tak poetycko. Albo: tym bardziej poetycko. Świetlicki czerpie z prozy rzeczywistości i z prozy czerpie rzeczywistość.

Ze światła. Realność od grudnia 2015 do maja 2016 jakoś opornie wyłaniała się z zimowego mroku. Może i dlatego światło w nowych tekstach Świetlickiego występuje w ilości umiarkowanej – niewystarczającej zresztą, by pod względem edytorskim trwale porozdzielać wersy. „To piękne światło, ale chore światło” [s. 8] i być może forma prozatorska jest tej choroby powikłaniem. Światła pozostaje tylko tyle, by czytająca i wizualizująca sobie wszystko głowa bolała w stopniu znośnym.

Z bólu i niepokoju. Bo jednak boli. Męczą się oczy, uszy, bolą odmrożone ręce, odmrożone myśli. „Woli patetyczny skurcz” [s. 23]. „Żarty utrudniają, bolą” [s. 38]. Niebo wiruje groźnie, suka przeczuwa burzę, będzie grad. Lepiej się nie ruszać z dzielnicy. Wyszła na jaw wojna cwanych, teraz walczą głupi, ale cóż to, gdy bić się trzeba z samym sobą. A jednak, jakoś ładne to wszystko, masochistycznie tak.

Z miłości, a jakże. Nawet jeśli pytają Świetlickiego: co z twoją miłością, gdzie ona? Teraz jest zamglona, niedookreślona, bezpańska, do przygarnięcia. A przygarnia się wdzięcznie, wkomponowuje się zaraz w nieustawny kąt i nie chce się narzucać.

Ze zwierzątek. Są różne: niektóre wyglądają jak ludziki, a inne też chodzą na spacery i też się z nimi rozmawia.

Ze snów. „Spisywać sny, jaka żenada!” [s. 70]. A nieprawda, bo sen to miejsce styku wszystkich światów, więc jak się tu odnaleźć bez zapisywania. Zgubić się w snach łatwo, nawet gdy spać nie można, a wskazówka uporczywie tkwi na czwartej. Albo gdy się spada.

Z muzyki. Chociaż Piotr Śliwiński twierdzi, że jakby mniej.

Z religii. I tu, by się nadto nie rozpisywać, puszczam piosenkę: Waglewski, „Bo Bóg dokopie”. Jakoś pasuje.

Taka jest Drobna zmiana. Tak się zmieniaj, Świetlicki, mień się, graj światłem i chłodem. Od razu cieplej.

Marcin Świetlicki, Drobna zmiana, Kraków 2016, wyd. a5.

 

 


Bernadeta Paczkowska

 

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress