[recenzja] Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta. Łukasz Krzyżanowski.

Krzyżanowski biorąc na warsztat losy zagłady radomskiej społeczności żydowskiej oraz ludności Radomia do powracających z piekła Holocaustu ocalałych  stworzył uniwersalny portret stosunków polsko-żydowskich przed i w czasie wojny, ale przede wszystkim po niej.

 

Przyglądając się rynkowi wydawniczemu w Polsce na przestrzeni ostatnich lat z łatwością dostrzeżemy coraz więcej pozycji wychodzących poza postrzeganie II wojny światowej jako wyłącznie konfliktu zbrojnego. Za jedno z najważniejszych wydarzeń związanych z okresem 1939-1945 bezspornie można uznać tragedię społeczności żydowskiej. Jednak tragedia ta to nie tylko Holocaust, ale również trauma związana z powrotami uratowanych z zagłady do miejsc zamieszkania. Właśnie o tym traktuje Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta Łukasza Krzyżanowskiego.

W odróżnieniu od innych książek poruszających się w tej tematyce, w pozycji wydanej przez Wydawnictwo Czarne nie mamy do czynienia ze studium ujmującym powroty Żydów w wymiarze „globalnym”. Autor zastosował ciekawy zabieg polegający poddaniu badaniom powojennej historii jednego miasta – Radomia. Krzyżanowski biorąc na warsztat losy zagłady radomskiej społeczności żydowskiej oraz ludności Radomia do powracających z piekła Holocaustu ocalałych  stworzył uniwersalny portret stosunków polsko-żydowskich przed i w czasie wojny, ale przede wszystkim po niej. Dzięki relacjom ocalałych świadków, zeznaniom sądowym oraz zachowanym dokumentom, czytelnik otrzymuje pełen obraz problemów, z jakimi musieli borykać się Żydzi powracający do Radomia zaraz po wojnie.

Niestety, obraz relacji polsko-żydowskich wyłaniający się z Domu, którego nie było nie napawa optymizmem. Nie znajdziemy tutaj nic z lansowanego przez wiele lat propagandowego przekazu jakoby ocalałych Żydów witano chlebem i solą. Niechęć polskiego społeczeństwa, napady, zastraszanie, obojętność przedstawicieli władz, a nawet nieukarane morderstwa to tylko niektóre z trudności, jakie spotkały żydowskich mieszkańców Radomia. Krzyżanowski nie buduje jednak jednostronnego wizerunku „antysemickich od zawsze Polaków”. Interesujące dla zrozumienia niechęci wobec Żydów mogą być opisy stopniowego wzrostu napięcia w stosunkach polsko-żydowskich w przedwojennym Radomiu czy późniejsza polityka okupacyjna władz niemieckich. Zawrotna powojenna „kariera” słowa pożydowskie pomaga choć trochę zrozumieć niechęć polskich obywateli do swoich żydowskich sióstr i braci. W rozumowaniu wielu przedstawicieli ludności polskiej przejmowanie pożydowskiego mienia lub dobytku było czymś naturalnym. W kraju wyniszczonym wojną trudno było się oprzeć pokusie szabrowania. Moment powrotu prawowitych właścicieli zazwyczaj nie wiązał się z dobrowolnym zwrotem przywłaszczonego mienia. Krzyżanowski przytacza dramatyczne wspomnienia i opisy sytuacji, kiedy Żydzi nie mogli odzyskać swojego dobytku, ponieważ ten, nazywany pożydowskim, znalazł już nowych właścicieli. Starania podejmowane przez ocalałych nie mogły już niestety w żaden sposób odwrócić procesu przemian własnościowych zapoczątkowanego przez hitlerowców, a kontynuowanego z powodzeniem po zakończeniu działań wojennych przez polskich obywateli i władzę.

Powracający z obozów koncentracyjnych lub ZSRR obywatele polscy żydowskiego pochodzenia niejednokrotnie musieli zmierzyć się z traumą. W większości przypadków ich rodziny zginęły, mienie zostało zniszczone lub zrabowane, a w najlepszym przypadku zajęte przez Polaków. Podczas lektury Domu, którego nie było wyjątkowo mocno uderza bezradność i pustka, jakiej doświadczyli radomscy Żydzi. Miasto, które dla wielu z nich było przed wojną punktem odniesienia, zarówno w kontekście rodziny jak i pracy, po jej zakończeniu stało się im zupełnie obce. Tym bardziej warto docenić opisywany przez autora trud, którego podjęli  się ocaleli Żydzi. Trud polegający na próbie odbudowy pozorów normalnego życia. Przytoczenie działań Okręgowego Komitetu Żydowskiego, który powstał zaraz po wyzwoleniu w 1945r., uświadamia czytelnikowi jak heroiczna i jednocześnie skazana na porażkę była próba powrotu do statusu sprzed II wojny światowej. Jak zauważa w recenzji książki dr hab. Marcin Zaremba, którego śmiało możemy uznać za jednego z czołowych historyków zajmujących się tym okresem: „Jest to też opowieść o murach, nie miejskich, lecz międzyludzkich, które nie pozwalały na wspólne powojenne życie”.

Dom, którego nie było roztacza ponurą wizję losów ocalałych Żydów powracających do rodzinnych miast zaraz po zakończeniu wojny. W opisywanym Radomiu znajdziemy jak w soczewce wszystkie problemy, które trapiły wówczas stosunku żydowsko-polskie: antysemityzm, przemoc symboliczną i fizyczną, wrogość, brak możliwości odzyskania utraconego mienia i przede wszystkim otwartą niechęć, zarówno ze strony władz jak i zwykłych mieszkańców Radomia. Uczucie wyobcowania, trauma Holocaustu i niechęć doprowadziły do sytuacji, kiedy ocaleli Żydzi przestali czuć się jak pełnoprawni uczestnicy życia społecznego, stali się obywatelami widmo. Antysemityzm widoczny w Polsce przed wojną, a podniecany przez Niemców czasie okupacji mocno przeżarł polską tkankę społeczną. Po lekturze książki Łukarza Krzyżanowskiego warto zadać sobie pytanie: co się stało, że większość naszych rodaków w obliczy tragedii narodu żydowskiego nie potrafiła zachować się przyzwoicie?

 

Mateusz Kalinowski

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress