[recenzja] Z A B I C. Szczepan Kopyt

Nowy tomik Szczepana Kopyta w interesujący sposób podsumowuje dotychczasowy dorobek poety i muzyka. Z jednej strony eksploruje te elementy, które pozwalały wpisywać Yass i Możesz czuć się bezpiecznie w nurt poezji zainteresowanej kontemplacją. Z drugiej strony zaś Kopyt nie rezygnuje z interwencyjnego charakteru własnej twórczości, którą skojarzymy z płytomikami Buch i Kir.

Ryzykownie jest wypuścić w tej części Europy tomik poetycki nawiązujący graficznie do polskich wydań Kapitału Marksa. Ryzykownie zrobić to w wieku chrystusowym, wzorem innego kolegi po piórze może raczej warto byłoby się to i owo podsumować, np. wydać dziennik. Ryzykownie pisać o #kobane, podobnie jak ryzykownie było pisać i śpiewać o tym, kto zabił Jolantę Brzeską. Ryzykownie, choć, jak przytomnie stwierdził sam poeta w jednej z rozmów, do jakiej go namówiono – „Ryzyko wpływu minimalizowane jest wielkością publiczności literackiej.”.

Na czym się to ryzyko zasadza? Jeżeli tylko na braku nominacji i nagród, to mimo wszystko można było powiedzieć, że poeta ryzykuje względnie niewiele. Okazałoby się, że trzeba w którymś momencie przyznać – po pierwsze, pisze się dla splendoru oraz spleenu. Twórca ma być przez literacką publiczność fetowany, a jego poezja wciągnięta zostaje do gry, która wymaga od niej pozbycia się rewolucyjnego pierwiastka. W procesie zbiorowej anamnezy okazuje się nagle, iż wszystko, co mówi poeta jest jego publiczności znane. Wyzbycie się tego, co boli i uwiera miałoby być więc ceną zaistnienia w świadomości czytelników. Tymczasem wartościowa twórczość, w tym właśnie twórczość Kopyta ucieka od takich negocjacji. Poezja musi mieć charakter rewolucyjny, jak słusznie zauważył Piotr Śliwiński, tytułując jeden ze swoich najważniejszych tekstów poświęconych wierszom Zbigniewa Herberta Poezja, czyli bunt.

Ryzyko Szczepana Kopyta polegałoby na konsekwentnej odmowie ułatwiania nam uczestnictwa w codziennych praktykach. W z a b i c Kopyt nie ofiarowuje łatwego porozumienia – nie ma w tej poezji ideologicznego poklepywania się po plecach. Ryzykuje, bo cierpliwie maluje obraz rzeczywistości jako miejsca ustawicznych negocjacji, w którym nie daje się uciec od współudziału w krzywdzie innych ludzi i zwierząt. Tak jak w wierszu cierpliwość, w którym:

cierpimy na cierpliwość
w zbyt zimnych pokojach

w swetrach dzierganych nocą
przez dzieci z Bangladeszu

gdy licznik miasta zwalnia
zlewy drąży kropla

wie o tym dobrze kot
nakryty udaje że czeka

na wybuch strajków bomb
byleby były puszki

z mięsem zabitych krów nocą
wepchniętych w ciężarówki

z a b i c Kopyt manifestuje własny brak strachu przed literackim establishmentem, który ofiarowuje mu wciąż lekceważąco status młodego, nieukształtowanego głosu. Z drugiej strony zaś nie ma w tym tomie obawy przed instrumentalizacją wiersza, który przeradza się w manifest, deklarację, agitację. Kopyt podejmuje wyzwanie, jakie Zagajewski rzucił poezji i wszelkiej aktywności, która ma doprowadzić do realnej zmiany– według autora Solidarności i samotności w życiu zawsze musi zwyciężać zasada zapomnienia.

Autor Kiru w swojej poezji korzysta raczej z tego, co Zagajewski sformułował jako zasadę uwzględnienia, w której włącza do wiersza różne doświadczenia i perspektywy. Od makro do mikropolityki. Mikropolityka jest makropolityką. Nie ma ucieczki od własnych wyborów (jestem polskim trucicielem węglowym / rosyjskim trucicielem gazowym) i choć wydaje się, że jest to sytuacja nie do zniesienia, to przecież wszyscy codziennie radzimy sobie z nią nienajgorzej, tak jak w wierszu #kobane:

trwa medialna noc
ale płoną oblane benzyną
domy i ulice kobane
choć śpią lotnicy bogatych państw
korespondencji jedzą regeneracyjne
posiłki wolny świat mozolnie
walczy z terroryzmem

I dalej, równie bezwzględnie:

ruchliwy jest zwłaszcza wirtualny pasek
ale nie zerwie się na pomoc
mężczyznom i kobietom
staruszkom i dzieciom
otoczonym przez amerykańskie zdobyczne czołgi
leżącym na barykadach i
ubranym w niewłaściwe mundury
z czerwoną gwiazdą

Szósty tom Kopyta umiejętnie łączy kontemplacyjną dykcję Yassu i polityczną interwencyjność Kiru, proponując czytelnikowi pakt oparty na ustawicznym podkopywaniu własnego samozadowolenia (dla czytających kopiujących te słowa / żadnych gratisów żadnych mocy nic). Nie jest to jednocześnie poezja, która skupiałaby się na odmienianiu przez wszystkie przypadki słowa „klęska”. To wiersz, jako pole nieustannej negocjacji znaczeń staje się dla Kopyta miejscem możliwej zmiany, w której to, co teoretyczne i fantazmatyczne spotyka się z tym, co realne i praktykowane. W zapłacie czytamy:

przechodząc obok nerkowców
             widzę zakrwawione zdegenerowane pracą palce
hossa

zaprawdę współczesna technologia
jest nieodróżnialna od magii
skoro nie było mnie tam a mam te wizje

Jeżeli zaś wiersz, to sam język w ogóle – to w nim dochodzi do przesunięć granic znaczeń, to w nim mediujemy, by zachować tożsamość z samym sobą, często za cenę niekonsekwencji własnych postaw. Ujawnianie tych działań nie będzie nam tej pracy ułatwiało, ale być może stanie się zalążkiem zmiany, tak jak w wierszu:

wyobraź sobie wiersz pojawiający się znikąd w tłumnym centrum
sączący się z głośników wprost do ust pracownic i pracowników
rzucających swoje tace rękawice zniszczone fragmenty infrastruktury

wiersz który sprawia że idą w jedną stronę poemat
którego emocje finalnie splatają losy osobiste z momentem wybuchu
lirykę która niszczy bankomaty wersy na ustach kibiców

przechodzących do gry tak wiersz który nie napuszcza nas na siebie
wiersz nieurywający się ani na moment dopasowany jak tampon
wiersz z którego nieuważni czerpią uwagę a uważni siłę

Kopyt ani na moment nie stawia się w pozycji obserwatora praktyk społecznych, podkreśla w swoich wierszach współuczestnictwo – płacę jak co dzień / zbliżeniem. Kapitalnie wypada zwłaszcza hipnotyczna zapłata, która kończy z a b i c. Z jednej strony jest to wiersz pokazujący, jak bardzo poezja autora Buchu pozostaje wyczulona na współczesne praktyki językowe. Z drugiej strony zaś – to osobista deklaracja własnej bezradności, z którą walczyć można jedynie poprzez nieustanne zadawanie sobie pytań o granice swoich możliwości i chęć ich nieustannego przesuwania.
Krzysztof Wojciechowski