[recenzja] Rozmowy młodej polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś. Andrzej Wasilewski

Rozmowy młodej polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś to prawdziwie groteskowa, powykręcana jak po dropsach, osiedlowa epopeja. Stanowi kronikę XXI wieku, będącą doskonałym świadectwem czasów ponowoczesnych. Książka, w skondensowanej formie oraz w sposób karykaturalny, przedstawia dresiarski żywot. Wydaje się on bezcelowy, bezsensowny i pełen stagnacji, a jałowość ta jest nieuświadomiona, być może jedynie podskórnie odczuwana przez bohaterów, których losy przybierają kształt komicznego absurdu.

Próżno doszukiwać się tu bogactwa językowego, błyskotliwych czy intrygujących sformułowania lub metafor. Książka Andrzeja Wasilewskiego jest bowiem zapiskiem całkowicie aliterackiej mowy ludzi młodych i gniewnych, i w tym paradoksalnie należy dostrzegać jej największą literacką wartość. Bohaterowie dysponują skrajnie ubogim słownictwem, braki leksykalne nadrabiają jednak niekonwencjonalnymi połączeniami „kurw”, „chujów” i „pierdolenia” – wyrażeniami w Rozmowach… maksymalnie wyeksploatowanymi. I choć tych pierwszych można doliczyć się aż 15541, nie są one odpychające i nie przeszkadzają w lekturze, wydają się w pełni naturalne. Tym wyrazem kończy się zresztą cała opowieść. „Kurwa” zatem dobitnie wybrzmiewa, szumiąc w uszach czytelnika jeszcze długo po zamknięciu książki. W Rozmowach… słowo to pojawia się niemal w każdym możliwym kontekście, pełniąc rozmaite funkcje. W kółko powtarzane wulgaryzmy tworzą rytm, czy też flowpowieści, dlatego podczas lektury sprawnie płynie się przez tekst. Poza bogatą „łaciną” i skrajnie zidiociałą treścią rozmów wszechobecna nonszalancja przejawia się także w niekonsekwentnie stosowanej ortografii fonetycznej i całkowitym braku interpunkcji.

Najistotniejszym elementem warstwy leksykalnej Rozmów młodej polski… wydaje się dialogowość. Wszystkie wydarzenia prezentowane są właśnie za pośrednictwem rozmów. Wiąże się to z ograniczeniem języka wyłącznie do roli komunikacyjnej. W tym przede wszystkim objawia się wcześniej wspomniana aliterackość. Mowa sprowadzona jest do funkcji najprostszych, przez co sprawia wrażenie pozbawionej wszelkiego metaforycznego potencjału, stanowiącego podstawę do interpretacji.

Powieść Wasilewskiego wprowadza nas w dresiarski mikrokosmos, którego centrum stanowi osiedlowa ławeczka. Wokół niej krążą nasi anonimowi „młodopolanie”. Ich łyse głowy orbitują, niczym planety dookoła słońca. To ona jest dla nich stałym punktem odniesienia, miejscem, do którego wracają po szalonych eskapadach maluchem po mieście czy wyprawach na halucynogenne grzybki do lasu. Jest przestrzenią poniekąd świętą – gdy grozi jej porąbanie lub choćby zbezczeszczenie poprzez obsikanie, bohaterowie stają w jej obronie. Mimo iż bezimienne, postaci w Rozmowach… są niejako upodmiotowione, przechodzą metamorfozy i na swój sposób dorastają, co przejawia się w ich zachowaniu i języku. W fabułę wprowadzają nas infantylne żarty fekalne, narzekania na szkołę i „starych”. W toku biegnącej nieprzerwanie narracji podejmowane są pierwsze, komiczne, życiowe decyzje. Następuje rozłam wśród zwartego jak dotąd „blokerskiego kru”. Powstają frakcje „koksów” i „dilerów”. Z czasem bohaterów zaczyna opuszczać młodzieńcza wesołość, coraz mniej jest żartów, coraz więcej narzekań na pragmatykę dnia codziennego. Dialogi stają się bardziej monotonne i bełkotliwe, zapewne za sprawą klubowego, wypełnionego „speedem” i „pigułami”, trybu życia.

Zawarte w tytule sformułowanie „młoda polska” stanowi, być może, celowe odniesienie2. Bo czy taniec wokół osiedlowej ławki, w rytm polifonicznego dzwonka telefonu komórkowego, nie jest na swój sposób tańcem chocholim, zwłaszcza gdy tańczą otępiali od narkotyków dresiarze? Już postmodernistycznym, bo w miejsce chochoła skrywającego tajemnice, przyszłą niewiadomą, mamy ławkę, czyli coś druzgocąco trywialnego i beztreściowego. Sto lat po Wyspiańskim, w XXI wieku, nie ma już złudzeń, karty zostały odkryte. Pokolenie żyjące w upragnionej, niepodległej Polsce nadal borykać się musi z podstawowymi problemami egzystencjalnymi. Jednak nowa, młodopolska generacja jest o tyle uboższa, że nie posiada już świadomości istnienia niepodważalnych wartości, a rzucona w relatywizm z góry skazana jest na beznadzieje.

„Młodość nie radość jak to gadają”.

1 Hoffmann Krzysztof, Niekońeczność końca [w:] Rozmowy młodej polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś, Szczecin, Wydawnictwo FORMA 2012, s. 133.

2 Ibidem, s. 134.


Dawid Grzelczak