[recenzja] Odpowiedź retoryczna. Mirosław Mrozek

Tomik Odpowiedź retoryczna to zapis stanu lękowego, który towarzyszy człowiekowi jak cień. I ukazanie go jako nieprzystawalnego do obowiązującej rzeczywistości.

Mirosław Mrozek jest twórcą nieznanym w środowisku literackim. Autor został nominowany w 2015 roku do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej za tom Horyzont zdarzeń, będący uduchowioną dokumentacją jego pobytu w szpitalu psychiatrycznym – chwilami popadającą w pretensjonalność relacją z codziennych zmagań z chorobą psychiczną. Tamten tomik zdawał się nie przekraczać zasięgu widzenia i doznań podmiotu lirycznego, będącego bezpośrednią perspektywą samego autora. Inaczej jest z Odpowiedzią – to twórczość mniej egotyczna, pozbawiona trywialnych komentarzy społeczno-politycznych zbudowanych na kanwie dziecięcych wspomnień, już nie tak radykalnie fatalistyczna. Mrozkowa poezja już nie popada w mdłą pretensjonalność, tylko brzmi jak świadome przekroczenie granicy między nieśmiałym wyznaniem a publicznym zwierzeniem się ze zmagania się z psychiczną przemocą. W blurbie czytamy, że „pozbawiony jest złudzeń, wie, że społeczeństwo zawsze spycha na margines jednostki jemu podobne, ale tylko jednostka, zwłaszcza chora i nieprzystosowana, jest w stanie dostrzec ukryte dla większości aspekty ludzkiego istnienia”.

Przed czym ostrzega nas poeta? Mrozek wcale nie prześladuje nas tym pytaniem, bo już w pierwszym wierszu przekonuje, że „Żeby żyć, w jako takim spokoju ducha, trzeba – niestety – pogodzić się/ z nieuchronnością (…). Nieuchronnie/ będziesz godził się na coraz więcej rzeczy”. Lęk u Mrozka to raczej konieczny stan, kwestia fizjologiczna, jak jedzenie i spanie. Zjawisko, z którym, owszem, można się mierzyć, ustawiać do niego bykiem, misternie kreślić alternatywny scenariusz, ale ono i tak będzie. Poeta deklaruje: „Nie liczę – z gry przecież znam wynik”. I można by to zdanie traktować jako akt kapitulacji, logiczną akceptację wspomnianej nieuchronności, gdyby nie wersy wiersza Efekt uboczny:

Młodo poeci umierają, i nie doczeka
wieku dojrzałego ten gatunek, zatruty
złudzeniem sensu do tego stopnia, że
pozbawiony go w szaleństwo popada.

Można powiedzieć, że Mrozek wpisuje się w klasycystyczny ton poetycki o lekkim charakterze protekcji w stosunku do czytelnika; głównie przestrzega, trochę moralizuje. Bo jego twórczość nie jest lekcją wychowawczą, nie jest też sposobem uprawiania liryki pouczającej ani metodą tworzenia spójnego komunikatu w tonie a priori (trochę takim „a nie mówiłem?”). U Mrozka próba uświadomienia, że wszystko, co nazwane przez człowieka sprowadza się do aktu subiektywnego odbioru, jest żmudnym, codziennym zabiegiem nabierania pokory. Dzieje się to bez wartościowania, czyje „szaleństwo” (jak te zmagania nazywa autor) warzy więcej, brzmi ciężej. Poeta stawia tu kropkę: „Nie łudź się, że twój jest bardziej realny”. W ten sposób chroni przed nieświadomością, przed rozczarowaniem, przed tym, byśmy nie wiedzieli, że „nie wiedzieć” znaczy dokładnie „że istniejemy”.

Przy tym wszystkim w Odpowiedzi retorycznej próżno szukać jakichkolwiek pretensji czy roszczeń wobec porządku zdarzeń. Podmiot wybiera afirmację jako zabieg praktyczny zamiast niedorzecznego szukania alternatywnych rozwiązań. Książka pokory, żaden zeszyt skarg i zażaleń.

Gdybym miał opisać twórczość Mrozka od strony formalnej, to diagnoza brzmiałaby tak: poezja schizoidalna. Z dużą dawką profetyzmu („Ja niosłem światło i to ja byłem pierwszy”) i wymieszania mowy potocznej z np. nawiązującą do stylistyki pism religijnych („Nauczycieli zły”). Elegijna, gorzka, refleksyjna. Poetyka skutecznie chroniąca przed mielizną górnolotnej frazy.

To ważna, potrzebna książka, a zarazem manifestacja pewnej paranoidalnej wizji rzeczywistości („ten wszechświat jest urojeniem obłąkanego Boga”). Nie może być inaczej, skoro budulcami, które służą poecie do rysowania świata, są przerażające doświadczenia. Z tym że zostały one oparte na wartościach i antywartościach, dlatego tak silnie się przemieszały, że próba wydestylowania któregoś z nich zafałszowałaby złożoność ludzkiego losu.

Połykam, łykając garść tabletek, i zmawiając modlitwę, by kolejna noc
nie była bezsenna, i bym znów nie musiał zmagać się z samotnością.
Mateusz Dworek