[recenzja] Świat na językach. Red. Piotr Śliwiński

Na początku tego roku na rynku wydawniczym pojawiła się kolejna praca zbiorowa poświęcona współczesnej poezji. Książka pod redakcją Piotra Śliwińskiego, jednego z bardziej rozpoznawalnych znawców poezji właśnie, krytyka literackiego, profesora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Już sama postać redaktora tomu Świat na językach (która to pozycja, nomen omen, ukazuje się w serii Wielkopolskiej Biblioteki Poezji, redagowanej z kolei przez kolejne znaczące nazwisko dla współczesnej poezji – Mariusza Grzebalskiego) zapowiada i określa charakter publikacji – syntetyczny, rzeczowy i naukowy, bo współtworzony z badaczami literatury i Zakładem Poetyki i Krytyki Literackiej Instytutu Filologii Polskiej UAM.

Książka jest zbiorem szkiców poświęconych autorom urodzonym w okolicach lat 60. oraz dwóm poetom nieco starszym, acz niezwykle ważnym dla świadomości młodszych pisarzy. Mowa więc o Dariuszu Sośnickim, Andrzeju Sosnowskim, Marcinie Sendeckim, Dariuszu Susce, Edwardzie Pasewiczu, Marcinie Grzebalskim, Darku Foksie, jedynej kobiecie obecnej w zbiorze – Julii Fiedorczuk, Jacku Podsiadle oraz pisarzu-drogowskazie pokolenia (przy całej świadomości ułomności i nieścisłości tego pojęcia) – Piotrze Sommerze.

We wstępie pod dość znamiennym tytułem, wiele mówiącym o tonie, w jakim utrzymane są poszczególne teksty (Cudowne roczniki), Piotr Śliwiński tłumaczy, dlaczego poeci żyjący w tym właśnie okresie historycznym są tak istotni dla współczesnej poezji, mając na nią przemożny wpływ przez wprowadzenie do liryki zupełnie nowych tematów i soczewek, warunkujących sposoby percepcji i pojmowania rzeczywistości:

(…) poeci dzisiaj mniej więcej pięćdziesięcioletni, bardzo zróżnicowani, w często znakomity, wręcz porywający sposób przenieśli poezję polską z okresu heroicznego w czasy normalności. (…) czy – wobec wykluczenia koniunktury jako sprawczyni uprzywilejowanej pozycji roczników sześćdziesiątych – można sformułować przypuszczenie, że lata 60. były z jakiś względów szczególnie żyznym podłożem przyszłych poetów? Gdyby szukać powodów racjonalnych, to trzeba by pójść tropem oczywistości historycznych czy socjologicznych, odgrzebać kryterium pokoleniowe, raz jeszcze przypomnieć doświadczenie, które rozmaicie, lecz jednakowo intensywnie oddzielało na grupę, z grubsza biorąc, rówieśników. Nie myślę o doświadczeniu komuny i głębokiego przeistoczenia rzeczywistości, lecz raczej o przeżyciu odmienności położenia i konieczności zredefiniowania poezji, które stało się udziałem ludzi na przełomie lat 80. i 90. mających najwcześniejszą lub zgoła wczesną młodość za sobą; jeszcze młodych, lecz już dorosłych; wychowanych – tak czy owak – na Nowej Fali i Herbercie, ale od pewnego momentu – momentu odkrycia, że kontynuacja stała się nierealna – pozbawionych mistrzów; zmuszonych, czy wybranych do tego, by poezję współczesną napisać samemu. Nowość jako doświadczenie egzystencjalne [podkreślenie moje – A.B.], również jako podnieta estetyczna, dotyczy jedynie doświadczonych, obdarzonych, czy też obciążonych pamięcią, z biografią, która zaczęła się już pisać1.

Kategoria nowości pojmowanej jako doświadczenie egzystencjalne wydaje się więc kluczem do interpretacji twórczości poetów, o których mowa w książce − twórców chcących mówić o doświadczeniu prywatnym, człowieku osobnym. Nowość ta objawiałaby się właśnie w świeżym spojrzeniu na otaczającą ich codzienność, w skupieniu się na przedmiocie i powszednich, prozaicznych sytuacjach, co – jak punktuje Paweł Mackiewicz w szkicu Nie ze słów (trzej panowie S.) – czyni, szczególnie reprezentatywny dla wspomnianego okresu w historii poezji, Piotr Sommer. Tu w odniesieniu do utworu Poruszenie: „Dla wiersza przeto ważne będą: osadzony w czasie szczegół, konkret, swoiście sytuacyjny sposób postrzegania rzeczy i zjawisk przez podmiot mówiący, być może również językowa zależność przekazu od okoliczności wypowiadania”2.

Wróćmy jeszcze na chwilę do słów Śliwińskiego: „(…) poetki i poeci w wieku średnim to w naszej liryce – mocnej, a jedynie za słabo czytanej – potęga. (…) Bez tych wierszy i tych interpretacji nie pozostałoby nic, jak tylko – mówię serio – zwariować”3. W tym miejscu zarysowuje się pewien problem. Takie pojmowanie poezji paradoksalnie zakłada odcięcie się od twórców młodych (gdzie „młody”, to także pojęcie szerokie, przyjmijmy jednak, że mowa o poetach urodzonych w okolicach 1985 roku i młodszych), czających się gdzieś w cieniu wyniesionych na piedestał tuz, aż do czasu zaprzestania przez wielkich poprzedników parania się słowem – a więc jeszcze, z grubsza licząc, przez najbliższe 10–15 lat. Wtedy to dziś tworzący młodzi zostaną momentalnie wrzuceni na zwolnione przez poprzedników, chcąc nie chcąc, muzealne miejsca. Tuzy zaś zawitają do bibliotek. Wydaje się, że taka też droga twórcy – od salonu, przez bibliotekę, do kanonu.

Sam fakt ukazania się takiej publikacji jest dosyć problematyczny przez trudności we wskazaniu odbiorcy. Nie jest to do końca książka stricte naukowa, ale ciężko nazwać ją również popularno-naukową, będącą luźną prezentacją krytycznych esejów. Oscyluje między quasi-akademickim podręcznikiem a rzetelną, subiektywną próbą określenia poetyk i zakreślenia horyzontów myślowych poszczególnych twórców. Bardzo wyraźny jest tu także aparat filologiczny, z całą jego złożonością i zawiłością terminologiczną, co mimochodem przyczynia się do budowania wspomnianej wcześniej „muzealności”. Wytwarza się coś na kształt skansenu poetyckiego, poezję czyniąc dobrem elitarnym, trudnym do odbioru bez określonego wykształcenia, a więc w konsekwencji paradoksalnie ogranicza się w ten sposób odbiór, dokonując naturalnej selekcji czytelników.

Świat na językach jest z pewnością książką wartościową, to nie podlega wątpliwości. Grono osób, które może ją za takową uznać, jest po prostu szalenie wąskie, bo publikacja dociera do tych niewielu wśród czytających poezję w ogóle, którzy posługują się sprawnie słownictwem naukowym. Publikacja staje się więc przystępna krytykom, osobom o wykształceniu humanistycznym i nielicznym „zajawkowiczom”, zaczytującym się namiętnie w raczej hermetycznych językowo esejach Michała Pawła Markowskiego. Dobrze jednak, że profesjonalne publikacje poświęcone poezji w ogóle się ukazują, bo każda systematyzacja wiedzy, każda podpowiedź krytyka i każde wykazanie poetyckich obsesji artystów jest cenne dla interpretacji, jak i po prostu – wiedzy o świecie. Poeci przecież opisują właśnie otaczającą nas rzeczywistość i powszedniość. Twórcy lat 60. niejako takie spojrzenie wyeksponowali, na trwałe zmieniając perspektywę, dokonując pewnego przeformułowania postrzegania poety i polskiej poezji po 1989 roku, skupiając się na strukturze słowa i doświadczeniu codzienności, na dostarczeniu nowych tematów współczesnej liryce. Dlatego też warto o poetach tych czytać i próbować zrozumieć ich na nowo. Dobrze więc jeszcze raz pochylić się nad ich wierszami i przez świeże odczytania przekonać się, że poetyki tych twórców, choć wielokrotnie opisane już przez krytykę literacką, mają w sobie niesamowitą aktualność i pozwalają na ciągłe wynajdowanie w wierszach czegoś nowego, interesującego i inspirującego.

1 Świat na językach, red. P. Śliwiński, Poznań 2015, s. 5.

2 Ibidem, s. 9.

3 Ibidem, s. 6.

Agnieszka Budnik